Wydarzenia

« powrót

Muzyka lekarstwem współczesnego świata (cz.III)

W najśmielszych wyobrażeniach nie przyszłoby mi do głowy, iż kolejną, trzecią część moich felietonów poświęconych dobroczynnemu wpływowi muzyki, przyjdzie mi pisać w takich okolicznościach. Myślę, że nikt z nas nie był przygotowany na zaistniały rozwój wydarzeń, który doprowadził świat do tak drastycznych zmian. Na szczęście wracamy powoli do normalności – chociaż w świetle ostatnich trzech miesięcy nie jestem do końca pewien czy dobrze rozumiem sens tego słowa. W zasadzie większość sfer naszego życia uległo przedefiniowaniu. Może się okazać, że nic już nie będzie podobne do tego, co znaliśmy. Czy lepsze, czy gorsze? – czas pokaże. Pomimo tego, najważniejsze aspekty życia pozostają constans – przynajmniej mam taką nadzieję.

Nie pora, by teraz zbyt szczegółowo dywagować nad wpływem izolacji społecznej na nasze życie – to zadanie dla psychologów i socjologów. Pewne jest, iż będą o tym pisać przez najbliższe dziesięciolecia. Skupię się na naszym ogródku – świecie muzyki. A propos ogródków, tych dosłownych – cóż byśmy zrobili i jak żyli bez kontaktu z przyrodą? Mieliśmy w ostatnim czasie kilka tygodni niepohamowanej tęsknoty za lasem, parkiem czy górami. Przyroda była w zasięgu ręki, czasem tuż za oknem naszych domów, a jednak niedostępna, przez co naprawdę doceniliśmy jej walory. Dokładnie takiej samej tęsknoty doświadczyliśmy nie mając możliwości słuchania muzyki „na żywo”. Po cichu liczę, że nie jestem w tym odczuciu odosobniony. Szczęśliwi byli ci, którzy mogli urządzać rodzinne, domowe koncerty. I nie najważniejszy był poziom wykonawczy, czy rodzaj muzyki, chodziło o tak oczywistą, naturalną dla nas ludzi sferę, związaną z przekazywaniem emocji za pomocą sztuki – w tym wypadku za pomocą dźwięków.

Zatem czy mieli rację starożytni Grecy uznając niezwykłą moc muzyki i jej siłę oczyszczającą? Czy XX-wieczni muzykoterapeuci mieli powody, by rozwijać podstawy naukowe tej dziedziny? Na to pytanie każdy może udzielić własnej odpowiedzi. Ja natomiast jednego jestem pewien, od teraz każdy muzyczny występ (nawet ten niedoskonały) urastać będzie do rangi wielkiego artystycznego wydarzenia, a wyjazd do filharmonii czy opery wprawiać nas będzie w stan ekscytacji, zanim jeszcze zabrzmią pierwsze dźwięki orkiestry – aż do chwili, gdy na nowo nasycimy się bezpośrednim kontaktem z muzyką. Dlaczego tak sądzę? Z prostego powodu – zawsze bardziej doceniamy to, czego nam brakuje.
Marek Rolek